sobota, 7 marca 2009

a jak znajdę kabel...

a jak znajdę kabel wrzucę kolejną porcję miejskiej mykologii - tym razem szykuje się Budapeszt... niewykluczone, że zajmie to kolejne pół roku:-) 

a póki co, polecam trochę klasyki:

Fragment z Pana Tadeusza Adama Mickiewicza 

Któż by zgadnął, że owi, tak mało ruchomi, 
Owi milczący ludzie - są nasi znajomi? 
Sędziowscy towarzysze! z hucznego śniadania 
Wyszli na uroczysty obrzęd grzybobrania: 
Jako ludzie rozsądni, umieją miarkować 
Mowy i ruchy swoje, aby je stosować 
W każdej okoliczności do miejsca i czasu. 
Dlatego, nim ruszyli za Sędzią do lasu, 
Wzięli postawy tudzież ubiory odmienne, 
Służące do przechadzki opończe płócienne, 
Którymi osłaniają po wierzchu kontusze, 
A na głowy słomiane wdziali kapelusze, 
Stąd biali wyglądają jak czyscowe dusze. 
Młodzież także przebrana, oprócz Telimeny 
I kilku po francusku chodzących. 
Tej sceny 
Hrabia nie pojął, nie znał wiejskiego zwyczaju, 
Więc zdziwiony niezmiernie bieg pędem do gaju. 
Grzybów było w bród: chłopcy biorą krasnolice, 
Tyle w pieśniach litewskich sławione lisice, 
Co są godłem panieństwa, bo czerw ich nie zjada, 
I dziwna, żaden owad na nich nie usiądą. 
Panienki za wysmukłym gonią borowikiem, 
Którego pieśń nazywa grzybów pułkownikiem. 
Wszyscy dybią na rydza; ten wzrostem skromniejszy 
I mniej sławny w piosenkach, za to najsmaczniejszy, 
Czy wieży, czy solony, czy jesiennej pory, 
Czy zimą. Ale Wojski zbierał muchomory. 
Inne pospólstwo grzybów pogardzone w braku 
Dla szkodliwości albo niedobrego smaku; 
Lecz nie są bez użytku, one zwierza pasą 
I gniazdem są owadów i gajów okrasą 
Na zielonym obrusie łąk, jako szeregi 
Naczyń stołowych sterczą: tu z krągłymi brzegi 
Surojadki srebrzyste, żółte i czerwone, 
Niby czareczki różnym winem napełnione; 
Koźlak, jak przewrócone kubka dno wypukłe, 
Lejki, jako szampańskie kieliszki wysmukłe, 
Bielaki krągłe, białe, szerokie i płaskie, 
Jakby mlekiem nalane filiżanki saskie, 
I kulista, czarniawym pyłkiem napełniona 
Purchawka, jak pieprzniczka - zaś innych imiona 
Znane tylko w zajęczym lub wilczym języku, 
Od ludzi nie ochrzczone; a jest ich bez liku. 
Ni wilczych, ni zajęczych nikt dotknąć nie raczy, 
A kto schyla się ku nim, gdy błąd swój obaczy, 
Zagniewany, grzyb złamie albo nogą kopnie; 
Tak szpecąc trawę, czyni bardzo nieroztropnie. 
Telimena ni wilczych, ni ludzkich nie zbiera, 
Roztargniona, znudzona, dokoła spoziera, 
Z głową w górę zadartą. Więc pan Rejent w gniewie 
Mówił o niej, że grzybów szukała na drzewie; 
Asesor ją złośliwiej równał do samicy, 
Która miejsca na gniazdo szuka w okolicy. 

Jakoż zdała się szukać samotności, ciszy, 
Oddalała się z wolna od swych towarzyszy 
I szła lasem na wzgórek pochyło wyniosły, 
Ocieniony, bo drzewa gęściej na nim rosły. 
W środku szarzał się kamień; strumień spod kamienia 
Szumiał, tryskał i zaraz, jakby szukał cienia, 
Chował się między gęste i wysokie zioła, 
Które woda pojone bujały dokoła; 
Tam ów bystry swawolnik, spowijany w trawy 
I liściem podesłany, bez ruchu, bez wrzawy, 
Niewidzialny i ledwie dosłyszany szepce, 
Jako dziecię krzykliwe złożone w kolebce, 
Gdy matka nad nim zwiąże firanki majowe 
I liścia makowego nasypie pod głowę. 
Miejsce piękne i ciche, tu się często schrania 
Telimena, zowiąc je świątynią dumania. 

Księga III Umizgi
przedruk z: www.grzybobranie.org.pl

Brak komentarzy: